tel. biuro: 41 344 77 43
wt: 10:00-18:00
śr-pi: 10:00-16:00

I Zimowy Maraton Świętokrzyski za nami...

I Zimowy Maraton Świętokrzyski przeszedł już do historii, ale nam nadal towarzyszą emocje, które kumulowały się w nas przez kilka miesięcy.

img 0072fot. Zbyszek Borowiec


Zapisom 1 grudnia towarzyszyło ogromne napięcie, a przez nasze głowy galopowało tysiące myśli. Zadawaliśmy sobie pytanie czy to się uda? Czy będą chętni? Czy zimowe świętokrzyskie przyciągnie piechurów?
Ku naszemu ogromnemu zdziwieniu i jeszcze większej radości, lista uczestników wypełniła się w 8 minut! I tym sposobem 200 uczestników 21 stycznia 2017 r. stanęło na starcie I Zimowego Maratonu Świętokrzyskiego.


Szaleństwo wydawania pakietów rozpoczęło się już o 5 rano i pokazało, że nikt nie odpuści spotkania z prawdziwą zimą na blisko 50 km trasie. Kiedy każdy został wyposażony w pakiet startowy, mapkę, dobre słowo i rady organizatorów, przyszedł czas na start.

img 0004fot. Zbyszek Borowiec

img 0007fot. ZByszek Borowiec

Jeszcze tylko szybka fotka, to tak na pamiątkę.

fot. grzegorz gruszka 9fot. Grzegorz Gruszka

Wschodzące słońce oraz dźwięk gongu tybetańskiego – doskonałe połączenie i znak, aby ruszyć.
I ruszyli! Wprost spod ruin zamku w Bodzentynie... Chciałoby się rzec: w nieznane… Nie takie straszne, bo mapy doskonale pomagały odnaleźć się w terenie.

fot. r 2fot. Robert Kulak

Na rozgrzewkę… Miejska, na którą prowadzi solidne podejście. Trasa nie sprawiła Wam jednak szczególnych trudności, a po osiągnięciu 426 m n.p.m. – bo takiej wysokości znajduje się szczyt – szlak przebiegał przez bardziej płaski teren.

img 0031fot. Zbyszek Borowiec

Podążaliście dalej leśną ścieżką w towarzystwie ośnieżonych drzew w kierunku Świętej Katarzyny. Tam ulokowany był pierwszy punkt kontrolny, a na nim słodki poczęstunek (bo jak wiadomo cukier krzepi) oraz gorąca herbata. Jak się okazało, nie byliście jakoś szczególnie zmęczeni, bo niewiele z Was skorzystało z dobrodziejstw tego punktu.

fot. basia lisowska 3fot. Zbyszek Borowiec

fot. basia lisowska 2fot. Zbyszek Borowiec

A może tak bardzo śpieszyło Wam się na Łysicę? Wszak to ona była kolejnym wyjątkowym miejscem na trasie. Oblodzone kamienie, śliska ścieżka i duża ilość śniegu, to jest to, co na pewno zapamiętacie z podejścia na Królową Łysogór. Po osiągnięciu 612 m n.p.m. kierowaliście się w stronę Kakonina, do którego zejście zazwyczaj jest bezproblemowe, ale tamtego dnia było naprawdę ślisko, więc wzmożona czujność nieco mogła wpływać na Wasze tempo.

img 0055fot. Zbyszek Borowiec

img 0113fot. Zbyszek Borowiec

Przy zabytkowej chałupie sporo z Was mogło skorzystać z chwili wytchnienia przy wiacie turystycznej z widokiem na Pasmo Bielińskie. W samych Bielinach swoją lokalizację miał kolejny punkt kontrolny, który oprócz ciepłych napojów serwował też gorącą, pyszną i pachnąca zalewajkę świętokrzyską. Na to już Was nie trzeba było namawiać. I słusznie, bo oprócz kondycji ważne jest też pożywianie i nawadniane organizmu.

fot. kasia witkowska 2fot. Katarzyna Witkowska

A skoro o nawadnianiu mowa, gdzieś w Paśmie Bielińskim swój kociołek przygotował sam Panoramix...i serwował magiczny napój. Tak było!
No prawie, bo tak naprawdę ognisko rozpalił Marcin – Prezes Oddziału Świętokrzyskiego PTTK w Kielcach. Ale napój, który tam ważył, naprawdę był magiczny. Świadkowi potwierdzają, że wywar roboczo nazwany „Herbatką Prezesa” dodawał sił w sposób iście magiczny, czego nie dało się wytłumaczyć w żaden racjonalny sposób.

fot. m. marciniewski 1fot. Marcin Marciniewski

Trudno było opuścić to miejsce, ale meta wzywała i przyciągała jak magnes, więc po uzupełnieniu motywacji do dalszej wędrówki, ruszaliście choć nie bez żalu zostawiając odkryte niespodziewane obozowisko.

fot. m. marciniewski 2fot. Marcin Marciniewski

fot. m. marciniewski 3fot. Marcin Marciniewski

Pokonując wypłaszczenie na Wale Małacentowskim mieliście okazję podziwiać Łysogóry w zimowej szacie. Od pewnego momentu wędrówki na horyzoncie pokazał się Święty Krzyż i niejako wskazywał szacunkowo następny punkt kontrolny.

img 0370fot. Zbyszek Borowiec

Właśnie u stóp Łysej Góry, w Nowej Słupi czekała na Was przepyszna zupa pomidorowa serwowana przez pomocników Zimowego Maratonu Świętokrzyskiego. Warto wspomnieć, że bez wolontariuszy, czyli naszych dobrych duchów, nie udałoby nam się tak pięknie Was przyjąć.

img 0450fot. Zbyszek Borowiec

Posileni pomidorówką i napełnieni myślą, że jeszcze tylko Chełmowa Góra i meta, ruszaliście w drogę.

Czekaliśmy na Was w Ośrodku Wypoczynkowym „Gołoborze” w Rudkach. Z ogromną radością witaliśmy każdego z Was na mecie, a o Waszym przybyciu meldował znajomy już dźwięk gongu tybetańskiego. Każdy, niezależnie od czasu przybycia na metę, mógł usłyszeć zasłużone fanfary, bo każdy z Was był naszym bohaterem tego dnia.

fot. grzegorz gruszka 1fot. Grzegorz Gruszka

fot. grzegorz gruszka 10fot. Grzegorz Gruszka

fot. grzegorz gruszka 5fot. Grzegorz Gruszka

Dla formalności dodamy, że pierwszy uczestnik na mecie zameldował się po 4 godzinach, a ostatni po 13godzinach. Ale tak jak obiecaliśmy – u nas nie było zwycięzców i przegranych – każdy zyskał miano najlepszego! Kiedy wszyscy bezpiecznie dotarli na metę, posilili się ciepłą i smaczną zupą gulaszową, przyszedł czas na odpoczynek.

fot. grzegorz gruszka 4fot. Grzegorz Gruszka

Następnego dnia spotkaliśmy się na gali medalowej, gdzie każdy kto ukończył trasę, otrzymał medal oraz pamiątkowy dyplom, no i oczywiście gromkie brawa od współmaratończyków.
Ciepłe słowa do uczestników skierowali gospodarze: wójt Nowej Słupi – Andrzej Gąsior oraz Burmistrz Miasta i Gminy Bodzentyn – Dariusz Skiba. Były wspomnienia, opowieści i przeżycia z pokonanego dystansu. A rozlosowane nagrody zachęcały do odwiedzenia Gór Świętokrzyskich jeszcze nie jedne raz.

img 6286

img 6363fot. Zbyszek Borowiec

img 6295fot. Zbyszek Borowiec

img 6381fot. Zbyszek Borowiec

Tutaj czas na podziękowania dla pomocników bez których nie dalibyśmy radę przygotować taki pięknej zimowej imprezy turystycznej! Jesteście niezastąpieni!

img 6284fot. Zbyszek Borowiec